Catering biurowy w Warszawie – jak zapewnić pracownikom ciepły obiad, gdy firma nie ma stołówki

Catering biurowy w Warszawie – jak zapewnić pracownikom ciepły obiad, gdy firma nie ma stołówki

W większości warszawskich biurowców nie ma zakładowej stołówki. Pracownicy skazani są na kanapki z domu, drogie lunche w okolicznych restauracjach albo dowozy, które przyjeżdżają zimne i z opóźnieniem. Tymczasem regularny, ciepły posiłek w ciągu dnia pracy to jeden z najprostszych czynników wpływających na energię, koncentrację i zadowolenie zespołu. Jak rozwiązać temat obiadów w firmie, która nie dysponuje własnym zapleczem gastronomicznym?

Trzy modele cateringu biurowego

Na warszawskim rynku funkcjonują trzy główne modele dostarczania posiłków do biur. Pierwszy to zamówienia grupowe z wyprzedzeniem – ktoś w firmie zbiera zamówienia, katering dowozi je o ustalonej porze. Działa w małych zespołach, ale przy kilkudziesięciu osobach logistyka zaczyna pochłaniać czyjś etat, a spóźnione dostawy psują przerwę całemu biuru.

Drugi model to abonament obiadowy – pracownicy deklarują posiłki na cały tydzień. Zaleta: przewidywalność. Wada: brak elastyczności, bo we wtorek nikt nie wie, na co będzie miał ochotę w piątek.

Trzeci, coraz popularniejszy model, to sprzedaż na miejscu. Firma cateringowa przyjeżdża pod biuro o stałej porze z pełnym asortymentem – zupami, daniami głównymi, sałatkami i kanapkami – a pracownicy schodzą w przerwie i kupują to, na co akurat mają ochotę. Nikt niczego nie deklaruje z góry, nikt nie zbiera zamówień, a firma nie ponosi żadnych kosztów. Tak działa m.in. catering biurowy Pajda Catering, który od 2013 roku obsługuje w tym modelu firmy w Warszawie i okolicach.

Co się sprawdza w praktyce?

Z perspektywy pracodawcy kluczowe są trzy rzeczy. Po pierwsze – punktualność: przerwa obiadowa trwa zwykle 15–30 minut i dostawca, który się spóźnia, realnie skraca ją zespołowi. Po drugie – różnorodność: przy codziennym korzystaniu menu musi się zmieniać, inaczej po dwóch tygodniach entuzjazm gaśnie. Po trzecie – zero obowiązków po stronie firmy: rozwiązanie, które wymaga wyznaczenia „koordynatora obiadowego”, prędzej czy później umiera śmiercią naturalną.

Ile to kosztuje?

W modelu sprzedaży na miejscu odpowiedź jest prosta: firmę nie kosztuje to nic. Pracownicy płacą za posiłki, które faktycznie kupują, w cenach porównywalnych z barem mlecznym, a nie z restauracją w biurowcu. Pracodawca może pójść krok dalej i dofinansować posiłki jako benefit – to rozwiązanie coraz częściej spotykane w warszawskich firmach, które konkurują o pracowników czymś więcej niż kartą sportową.

Od czego zacząć?

Najprościej: umówić dzień próbny. Dobry katering przyjedzie pod biuro bez zobowiązań, a zespół sam zagłosuje nogami – i widelcami. Jeśli po tygodniu kolejka przy samochodzie się nie skraca, decyzja podejmuje się sama.

Częste błędy przy wdrażaniu obiadów w biurze

Pierwszy błąd to wybór rozwiązania „na papierze” bez testu z zespołem – to, co podoba się zarządowi, niekoniecznie odpowiada ludziom, którzy mają z tego korzystać codziennie. Drugi błąd to podpisywanie długiej umowy na starcie; dobry dostawca nie boi się okresu próbnego bez zobowiązań. Trzeci – ignorowanie godzin przerw poszczególnych działów: jeśli połowa firmy ma przerwę o 12:00, a druga o 13:00, okno sprzedaży musi objąć obie grupy. I wreszcie czwarty, najczęstszy: zrzucenie tematu na jedną osobę z administracji zamiast wybrania modelu, który administracji w ogóle nie angażuje. Dobrze dobrany catering biurowy to taki, o którym po miesiącu nikt w firmie nie musi myśleć – obiady po prostu przyjeżdżają, a zespół po prostu je.

Komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *